Politics
 

Rozwój Warszawy (1926)

Z Encyklopedii tradycji

Dr F. Klein

Spis treści

[edytuj] Rozwój Warszawy

(artykuł opublikowany w styczniu 1926 roku) w czasopiśmie "Naokoło świata".

[edytuj] Braki

Brak mieszkań i lokali, wzrost miasta, przemiana ruchu ulicznego

Przyglądając się obecnej Warszawie, ob­serwując jej życie, ruch, gwar i hałas ulicz­ny, widzi się jedno i to samo wszędzie, tj rozrost miasta. Warszawa w oczach rośnie, rozszerza się i rozwija się istotnie z szybko­ścią zastanawiającą. Gdyby nie fatalna sy­tuacja, gdyby nie zastój i nie zupełna sta­gnacja ruchu budowlanego — to rzeczywi­ście Warszawa rosłaby z amerykańską szyb­kością. Największą klęską Warszawy jest zastój budowlany. Dajmy Warszawie moż­ność budowania się, a zobaczymy, że za parę lat liczba budynków mieszkaniowych się podwoi. W obecnych bowiem warunkach to miasto dusi się, dławi, pręży rozpaczliwie z powodu braku mieszkań, sklepów, lokalów na biura, kancelarie, warsztaty, przedsiębior­stwa itd. Ileż to energii, najlepszych projektów, ile zamiarów rozbija się z powodu braku lokali. Przy tym zupełnym zastoju budowlanym wprost trudno mówić o rozro­ście stolicy. Warszawa obecnie robi wraże­nie skrępowanego olbrzyma, skazanego na bezczynność.

A jednak Warszawa rośnie i rozwija się. Od czasu powstania państwa Polskiego lud­ność Warszawy powiększyła się — kto wie, czy nie w dwójnasób. Tego przyrostu jednak spisy nie wykazują. Liczba ludności Warszawy w oficjalnych spisach jest taka sama jak przed wojną, z nieznacznym może przy­rostem. Oficjalne spisy Warszawy obejmu­ją bowiem tylko miasto w granicach przed­wojennych. Tymczasem powojenna Warszawa dzisiejsza — to nie tylko miasto w obrę­bie dawnych rogatek warszawskich. Warsza­wa obecna — to cały szereg ma­łych miasteczek, letnisk, miejsco­wości oddalo­nych mniej wię­cej o godzinę drogi koleją czy kolejką od serca stolicy. Ten cały wieniec miejsco­wości, otaczają­cych Warsza­wę - to dalsze przedłużanie sto­licy. Tam wszędzie mieszkają ludzie, których praca, zajęcie, warsztat znajdu­je się w Warsza­wie, a tam, można powiedzieć, gnieżdżą się je­dynie z koniecz­ności, z powodu braku mieszkań.

Wszyscy pa­miętamy, od cze­go się to zaczęło. Gdy zaczęło bra­kować mieszkań i lokali rozwi­nął się na nie sza­lony, niepraw­dopodobny popyt. Sprzyjała temu przede wszystkim inflacja marki polskiej. Nieraz za cały dom nie można było osiągnąć tej ceny, co za próżne w nim mieszkanie. Czę­sto posiadacz większego mieszkania stawał się nagle właścicielem majątku ziemskiego. I wtedy to właśnie w tych niezdrowych la­tach inflacji co najmniej kilkadziesiąt tysię­cy mieszkań i lokali zmieniło swych da­wnych lokatorów, którzy przenosili się w bliższe lub dalsze okolice Warszawy, znajdując tam pomieszczenia mieszkalne za znacznie tańsze pieniądze, i tą drogą po­szedł dalszy przyrost ludności stolicy i w paru latach zapełnił wszystkie miejscowości dokoła Warszawy.

Ale nie tylko tu widać wzrost Warszawy. Zaobserwować go możemy w wielu innych przejawach ży­cia codziennego. Przypatrzmy się przez chwilę dzisiejszej ulicy warszawskiej i porównajmy ją z przedwojenną. Jaka olbrzymia zachodzi różni­ca. Podczas, gdy przed wojną siłą pociągową był tylko koń, a au­tomobil należał do wyjątków, dostępnych tyl­ko dla bogaczy, to dziś widzimy, że motor, jako siła pociągowa, zaczyna szybko wypierać konia. W oczach na­szych dokonywa się ta przemiana z błyskawiczną szybkością Pół roku temu zjawiły się pierw­sze dorożki au­tomobilowe, w liczbie stukilkudziesięciu, a dziś jest już ich prze­szło tysiąc. Liczba ich wzrasta codziennie. Licytują się one, obniżając cenę jazdy. Gdy­by nie trudności w zdobyciu zegara, obli­czającego przestrzeń przebytej drogi, doro­żek tych już dzisiaj byłoby znacznie więcej. Rzeczywiście, patrząc na ten ruch uliczny, trzeba przyznać, że Warszawa się automobilizuje w tempie bardzo szybkim. Jeszcze pół roku, jeszcze rok w tym samym tempie, a dorożki konne będą należały do rzadkich, przestarzałych wyjątków.

Ruch uliczny Warszawy już dzisiaj za­czyna przypominać ruch uliczny wielkich stolic świata. Kiedyś, jadąc przez Aleje Ujazdowskie, byłem świadkiem sceny, której nie przeczuwałem dotąd w Warszawie. Oto, w pewnym momencie policjant zatrzymał ruch uliczny i ułatwił w ten sposób przej­ście tłumowi przechodniów z jednej strony alei na drugą.

[edytuj] Cztery miasta

Stara Warszawa, Warszawa Królewska, Warszawa monumentalna, War­szawa nowoczesna

Przyglądając się Warszawie, nietrudno mo­żna w niej rozróżnić cztery miasta. Najstar­sze jest Stare Miasto, skupiające się do­koła własnego rynku, z całą siecią małych, wąskich uliczek. Powstanie jego przypada na drugą połowę XVI wieku, na wiek XVII i na pierwszą połowę XVIII wieku. Jest to typowo mieszczańskie miasto. Niema tu zupełnie miejsca na większy dom czy pałac. Tego tu nie znajdziemy.. Całe jest ciasno i gęsto zabudowane wąskiemi, trzy- i cztero-okiennemł kamieniczkami. Ma ono swój odrębny charakter architektonicz­ny. Ppźny renesans i rozwinięty barok są tu dominującą nutą. Razem z szeregiem sty­lowych, choć skromnych kościółków, zacho­wało się Stare Miasto znakomicie. Jest ono prawdziwą atrakcję turystyczną. Ta właśnie część Warszawy ma swą bardzo jednolitą fizjognomję. Chodząc po Starem Mieście, odnosi się wrażenie małego miasteczka pro­wincjonalnego, ale nigdy stolicy wielkiego państwa. Drugie miasto można nazwać Warszawą Królewską. Zaczęła, się ona budować z chwi­lą przeniesienia do niej stolicy państwa i rezydencji królewskiej, co nastąpiło z po­czątkiem XVII wieku. Za królem pociągnął cały dwór, możnowładcy i magnaci, którzy zajęli bliższe i dalsze grunta pod swoje re­zydencje, otoczone dużemi ogrodami. Tą drogą wyrosło bardzo szybko całe miasto niezwykle wspaniałych pałaców i parków, jakie widzimy na starych sztychach lub na­wet obrazach Canaletta, które wróciły z Rosji. Świetność architektury i przepych urządzenia były jedynie stosownem tłem czy ramą dla ówczesnych możnowładców. Jed­nak z tej Warszawy niewiele nas doszło. Wszystko prędzej czy później zniknęło z powierzchni, ustąpiło miejsca nowym Budo­wlom. Od drugiej potowy XVIII wieku zaczyna się budować trzecie miasto, które można na­zwać Warszawą monumentalną. Okres ten trwa po rok 1840 mniej więcej. W tym czasie powstała największa liczba monu­mentalnych gmachów i pałaców, które na­dają Warszawie piętno wielkopańskiej, oka­załej stolicy. Budowle te, rozrzucone po ca­łej Warszawie, skupiły się bardziej groma­dnie dokoła placu Teatralnego i placu Ban­kowego, gdzie tworzą bardzo okazałe i mo­numentalne partje miasta. Panującym ka­nonem form jest styl klasyczny, styl wy­niosłych kolumn i pilastrów. Uroczysty spo­kój i monumentalna powaga odznaczają t<; architekturę. Widać tu odrazu, że to gma­chy publiczne lub reprezentacyjne. Uderza W opracowaniu fasad bardzo duża staranność i dbałość o wizyitkie wy dekoracyjne. Od połowy zeszłego czwarte miasto, czyli Warszawa w tym okresie Warszawa rozwija się szybko i rozszerza znacznie swe granice. Cechą ogólną okresu jest zupełny brak planowości w rozbudowie miasta. Warsza­wa rozwija się i powiększa, jak się komu podoba. Nie widzi się zupełnie ani ustaw, ani planu, uwzględniającego tak szybki roz­wój miasta. Była to celowa polityka rządu rosyjskiego, który nietylko nie dbał o roz­wój miast polskich, ale ten rozwój hamo­wał. Jednym z dowodów tego jest brak portu w Warszawie. W mieście blisko milio-nowym, mającym wielką, spławną rzekę — brak dużego portu jest czymś niezrozumiałym. Ten bowiem port, jaki Warszawa mia ła przed wojną i ta żegluga na Wiśle, były po prostu dziecinnie małe. W kraju, obfitu­jącym w produkty rolne i drzewo, droga rzeczna powinna być główną arterją trans­portu. W ten sposób, jak żegluga na Wiśle, rozwijało się także miasto. Naturalnie, że w ciągu tych kilkudziesięciu lat rozwój War­szawy posunął się kolosalnie naprzód, ale przy rozumnej i celowej polityce, rozwój ten powinien być dwa razy większy. Ten brak planowości w rozwoju miasta i dowolność bu­dowania się miały jednak pewne dobre strony. Oto uchroniły Warszawę od zacie­śnienia się na pewnej, niewielkiej przestrze­ni. Można powiedzieć, że miasto rozszerza­ło się prawie we wszystkich kierunkach. No­wo budujące się domy wznosiły się coraz da­lej od centrum miasta. Właściwie, patrząc na Warszawę, trudno powiedzieć, gdzie leży jej środek czy centrum. Wszędzie bowiem wi­dzimy ulice bardzo handlowe, natłoczone i pełne zgiełku ulicznego. Pod tym względem, t. j. braku jakiegoś wyraźnego układu, czy centralnego planu miasta, Warszawa zbliża się poniekąd do Paryża. I tam również nie­ma jakiegoś centralnego punktu, czy środ­ka, tylko wszędzie olbrzymie miasto kipi tem samem życiem i ruchem ulicznym.

[edytuj] Przestronność Warszawy

Brak polityki budo­wlanej, oszpecanie miasta, różnica między Starą Warszawą a nowoczesną, nieestetycz­ne budy i rudery, odnowa monumentalnych gmachów

Zastanawiając się nad systemem zabudo­wania Warszawy, trzeba przyznać, że to miasto jest bardzo przestronne i ma jeszcze wiele gruntu pod budowę, nawet w ulicach gęsto zabudowanych. W punktach najbar­dziej ożywionych widzimy jeszcze szereg pu­stych parcel, czy parterowych domów. Da­lej ogromna przestrzeń i głębokość podwórzy warszawskich wskazuje, że w obecnych gra­nicach mogłaby Warszawa wybudować pra­wie drugie tyle domów. To wszystko jest je­dnak dowodem, że zarząd miasta przed woj­ną nie miał jasno wytkniętej polityki bu­dowlanej i nie umiał kierować rozrostem Warszawy. Ile rażących przykładów spotyka, my na każdej ulicy. Oto np. na ulicy Se­natorskiej, obok stylowego pałacu, o pół­okrągłej kompozycji planu (dawniej pałac prymasowski, obecnie Ministerstwo Rolnictwa na placu Saskim, za pałacem Kroncnberga, plac ze składem węgla i dalej nędz­ne lepianki ze sklepikami żydowskiemi. Al­bo często się zdarza od frontu parterowy domek, nieraz nawet drewniany, a. z tyłu za nim wielopiętrowa oficyna. Naturalnie, że ten ostatni wypadek był zwykle następstwem ustawy, która nakładała większe podatki na domy wznoszone od frontu, niż w podwó­rzu. Ale jak na tem wychodził estetyczny znaczne. Wazyslko je»t tu doprowad/' ogólnie wtedy przyjętej normy, f nowoczesna Warszawa jest całym żnych dysonansów. Linia gzymsów, zamy­kających fasady, składa się z nieprawdopo­dobnych zygzaków. Obok domków partero­wych budowle wielopiętrowe. Oczywiście nie mam tu wcale na myśli starych, stylowych pa­łaców warszawskich. Ich obecność jest pożą­dana, one dodają tylko świetności obrazowi Szftetola WarsutOy. Mały brzydki domek na NaWym Świecie u Wylotu ul. wygląd miasta — poprostu fatalnie. Tego rodzaju ipomysły są czemś niespotykanem w innych miastach na zachodzie. Każde z wielkich miast bardzo dba o zewnętrzny wy­gląd .estetyczny, jak tego wymaga godność i powaga miasta. Tymczasem u nas troska o zewnętrzny wygląd jest bardzo niewielka, i na tem polu jest dużo do zrobienia. Brak planowych ustaw i polityki budowla­nej wywarł niekorzystne piętno na zewnętrz­nym obrazie nowoczesnej Warszawy. Wy­starczy te części miasta porównać ze Starą Warszawą, aby przekonać się, jaka ogromna zachodzi różnica. Stare miasto ma bardziej jednolity, a nawet harmonijny wygląd. Ró- ulicznemu Warszawy i są jej prawdziwą ozdobą. Byłoby to niepowetowaną szkodą, gdyby zarząd miast i urząd konserwator­ski nie dołożył wszelkich starań, by je prze­kazać dalszym pokoleniom nienaruszone. Ale owe szeregi zupełnie bezwartościowych domków parterowych i jednopiętrowych, nie­raz drewnianych tylko oszpecają War­szawę. Na głównej arterji Warszawy, na Nowym Świecie jest ich szereg. Np. na wprost wylotu ulicy Świętokrzyskiej parte­rowy domek bez żadnej wartości estetycz­nej. Każde inne wielkie miasto, dbające o swój wygląd, już by dawno postarało się o usunięcie tej rudery z głównej ulicy. Tu należy z wielkim uznaniem podnieść pieczołowitość naszego rządu w odnawianiu starych, stylowych pałaców, zajętych przez ministerstwa ł inne urzędy państwowe. Tą drogą został odnowiony cały szereg monu­mentalnych budowli, które niemało świetno­ści dodają stolicy. Są to prawdziwe pomniki architektury. Otwierają ten szereg dwa pa­łace przy ulicy Rymarskiej, zajęte przez Mi­nisterstwo Skarbu, dalej pałac Namiestni­kowski, obecnie Prezydjum Rady Ministrów, następnie gmach Ministerstwa Sprawiedliwo­ści przy ulicy Długiej, pałac Belwederski, Zamek królewski, dwa pałace na placu Sas­kim wraz z monumentalną kolumnadą, pałac Staszica (obecnie odnawiany), wreszcie pa­łac Brulowski, Ten ostatni ma przepysznie odnowione wjazdowe i boczne pawilony od ulicy Wierzbowej. Tu można mimochodem zauważyć, że mur odgradzający chodnik od toru jezdnego, wzdłuż pałacu Briilowskiego, przy ulicy Wierzbowej mógł być znacznia ładniej skomponowany.

[edytuj] Plan rozbudowy Warszawy

Plan podmiej­skich terenów, troska o estetykę miasta — ustawą, kolonja Staszica i w Żoliborzu, komunikacja miasta, budowa portu. Warszawa centrum między Wschodem a Zachodem świata

Może za rok, może za dwa lata skończy się obecny zastój i wtedy rozpocznie się go­rączkowy ruch budowlany. Jaką drogą on pójdzie, jakie przybierze formy — to wszyst­ko zależy od władz rządowych i miejskich. Już dziś należy się zastanowić nad tera ol-orzymiem zadaniem. Już dziś należy opra­cować cały plan przyszłego rozbudowania Warszawy. Plan taki powinien uwzględnić wszystkie zagadnienia związane z rozwojem miasta. Powinien podzielić się na trzy głów­ne części. Pierwsza musi się zająć planem te­renu. Całą bliższą i dalszą okolicę Warsza­wy, razem ze wszystkiemi gminami podmiej-skiemi, należącemi już do miasta, należy roz-patrzeć i podzielić na partje, które stopnio­wo mają być zabudowane. Trzeba przygoto­wać szereg terenów, które natychmiast po nastaniu możliwości budowy, możnaby ob­jąć budową. Z tem łączy się wytyczenie ulic i podział na parcele budowlane. Gdyż nie można dopuścić, aby przyszły rozrost i ruch budowlany zastał zarząd miejski zupełnie lub choćby częściowo nieprzygotowany. Trzeba się liczyć bowiem z tem, że z chwilą nastania ruchu budowlanego i sprzyjających koniunktur, budować będą nietylko zrze­szenia urzędników, czy innych zespołów, które zakreślą sobie zamknięty teren, celem wzniesienia mieszkań dla pewnej liczby ro­dzin. Obok kooperatyw wystąpią wielcy przedsiębiorcy budowlani, spekulanci i t. d. Lokata kapitału w domach była zawsze zdrową i dobrą lokatą i taką zawsze będzie po uzdrowieniu stosunków finansowych. Za rząd miasta musi być przygotowany, aby mógł pokierować wielkim, gorączkowym ru­chem budowlanym. Dlatego druga część planu budowlanego przyszłej Warszawy musi być poświęcona zagadnieniom i postulatom architektury. Jak należy i jak wolno budować? Nie może się powtórzyć to, co działo się za czasów ro­syjskich. Należy opracować szereg paragra­fów, które jasno określą, jakie i gdzie wolno budować domy, tak pod względem wysoko­ści jak i ukształtowania fasady. Przytem musi się znaleźć miejsce na paragraf, pozwa­lający zarządowi miejskiemu z góry narzu­cać dyrektywę przy projektowaniu fasady. Będzie to dotyczyć budowli monumentalnych na różnych placach, ulicach i t. d. Tego ro­dzaju ustawy istnieją w każdem wielkiem mieście, i tą drogą powstawały zawsze monu­mentalne kompleksy budowli, należących do różnych właścicieli. Przykładów na to jest wiele np. w Paryżu ulica Rivoli, na której wszystkie domy na parterze mają obowiąz­kowo arkady, dalej plac Yendome, plac de la Concorde, jednako zabudowane. Podobne przykłady znajdziemy we Włoszech (Rzym. Wenecja, Florencja i t. d. i w wielu innych miastach). Wyobraźmy sobie u nas, jak bę­dzie niedługo wyglądał plac Saski po usunięciu soboru i po uporządkowaniu go, plac, który będzie publicznym salonem War­szawy — ze składem węgla i nędznemi le­piankami na sklepiki żydowskie. Obecnie bowiem Warszawa nie ma ustawy, dającej jej prawo do usunięcia powyższych brzy­dot. W ostatnich paru latach powstało kilka­dziesiąt czy więcej domków, wzniesionych dla urzędników państwowych, dla oficerów i t. d. Największe takie osiedle powstało w pobliżu politechniki. Są to małe, parterowe lub jednopiętrowe domki dla jednej lub dwu rodzin, o mieszkaniach cztero, pięcio i sze­ściopokojowych. Otóż na pierwszy rzut oka prezentują się one dosyć nieźle. W rzeczy­wistości są one przykładem, jak się domów nic powinno budować. Bo najpierw pokoje w tych mieszkaniach są za małe, za miniaturo­wych rozmiarów, aby kogokolwiek zadowo­liły, a po wtóre sposób budowania tych dom­ków jest bardzo nietrwały i niesolidny. Jest to typowa tandeta tania, ale i tandetna robota. To samo mniej więcej trzeba powie­dzieć o kolo-nji oficerskiej na Żoliborzu. Co prawda domki te mają dużo ład­niejszy wygląd od kolonii Sta­szica. Ale zato rozmiary wnę­trza są takie sa­me. Architekt, projektujący te mieszkania, mu­si w końcu zro­zumieć, że po­koje o wymia­rach 3X4 m. są zamałe do miesz­kania. Zamiast sześciu takich klatek, niechże będą trzy duże pokoje, tak, że­by i jakieś me­ble mogły się pomieścić i lu­dzie swobodnie poruszać. Wreszcie trze­cią częścią ta­kiego planu roz­budowy Warsza­wy musi być projekt dobrej komunikacji. Obecna bowiem sieć tram­wajów elektrycznych nie wystarcza na po­trzeby. Przede wszystkiem linij jest za mało. Są całe partje miasta pozbawione zupeł­nie komunikacji. Np. cała połać Starej War­szawy, dalej Marienstadt, następnie całe pobrzeże Wisły od mostu Poniatowskiego do mostu Kierbedzia nie ma żadnej komu­nikacji. Potem gminy podmiejskie, przy­tykające do samej Warszawy, a nawet do niej już włączone są od niej właściwie od­cięte. Sieć komunikacyjna musi objąć zatem ogromną przestrzeń przyłączonych gmin podmiejskich. Jest to niezmiernie ważna spra­wa, gdyż dogodna, stała komunikacja jest powodem rozrostu i rozwoju miasta. Jakie­go rodzaju powinna być ta komunikacja: czy tramwaj, czy autobus? Otóż zdaje mi się, że komunikacja autobusowa bądzie jak najtansza i najłatwiejsza. Wprowadziły ją już nie­mal wszystkie większe miasta i autobus za pa­rę lat wyruguje zupełnie tram­waj elektryczny, wraz z jego bar­dzo kosztowną instalacją. Dla­tego i u nas już teraz należy po­myśleć o stwo­rzeniu takiej ko­munikacji mię­dzy Warszawą a podmiejskiemt gminami, przy-czem trzeba ją zorganizować na wielką skalę i po europejsku, a nie jak to dotych­czas robiono — półśrodkami: sta­re wozy, nie­praktyczne, cho­dzące nieregu­larnie i rzadko. W ten sposób— nic dziwnego—że nie osią­gnięto dobrych rezultatów. Na tem polu miasto powinno dopuścić pry­watną inicjatywę i nakreślić bardzo staran­nie warunki, dające rękojmię, że dane przed­siębiorstwo autobusowe potrafi utrzymać sta­ły i regularny ruch wozów. W ten sposób —• pamiętam, przed wojną — postąpił zarząd Florencji. Rozpisał konkurs na komunikację autobusową między miastem a gminami pod-miejskiemi i w przeciągu dwóch miesięcy po­wstały cztery linje regularnej komunikacji z okolicą. Jak ważną jest ta sprawa połączenia gmin podmiejskich z Warszawą — sądzę, te nic potrzeba dalej udowadniać. Im wcześ­niej ona powstanie, tem prędzej miasto zacznie się rozszerzać do gmin przyłączo­nych. Rozwój dorożek automobilowych w Warszawie, postępujący prawdziwie z ame­rykańską szybkością, wskazuje, jaką drogą potoczy się system komunikacji. Stworze­nie szeregu linij autobusowych stałych i re­gularnie łączących stolicę z okolicą, będzie bardzo wielkim krokiem naprzód w rozwoju miasta. Przytem i to trzeba zauważyć, że sprawa nie przedstawia prawie żadnego ry­zyka, gdyż komunikacja automobilowa, do­brze zorganizowana, musi się bezwarunkowo opłacać. W przeciwnym razie jużby dawno zniknął za granicą autobus, jako środek lo­komocji. Tymczasem jest przeciwnie, i każdy rok jest nowym postępem i rozwojem tego sy­stemu komunikacji. Wreszcie ostatnim punktem planu rozbu­dowy Warszawy musi być zaprojektowanie budowy portu na Wiśle na wielką skalę. Z tem łączy się regulacja, i obmurowanie obu brzegów rzeki, budowa doków bulwarów, składów i placów do ładowania towarów, bu­dowa toru kolejowego, ułożenie komunikacji miejskiej wzdłuż obu brzegów i cały sze­reg różnych innych kwestyj, mających na celu stworzenie z koryta rzecznego wielkiej arterii ruchu handlowego. Warszawa ma wszelkie dane do rozwoju na wielką stolicę światową. Jeżeli nie zajdą jakieś katastrofy wojenne w najbliższych la­tach, jeżeli ułożą się w sposób pokojowy stosunki polityczne z Rosją, jeżeli u nas skończy się obecne fatalne przesilenie i sta­gnacja, — jestem przekonany, że za parę lat Warszawa stanie się miastem kilkomilionowym i będzie głównym środowiskiem handlowym między Wschodem a Zachodem świata.

Oceń ten artykuł: